Dzienniki

Biala Podlaska – 2004 (zrodlo wlasne ze wspolpraca Legia.net)

Niedziela, 4 lipca
Pierwszego dnia zgrupowania w Białej Podlaskiej trenowaliśmy dwukrotnie. Tak jak zawsze na tym etapie przygotowań do sezonu trenuje się jak najwięcej aby wzmocnić siłę organizmu. Pierwsze zajęcia poświęcone były przede wszystkim regeneracji po wczorajszym wewnętrznym sparingu, ze wstawkami właśnie siłowymi. Rozgrzewaliśmy się z piłkami a potem wykonywaliśmy głównie brzuszki, pompki itp. Drugie zajęcia to już ćwiczenia typowo piłkarskie służące zgraniu poszczególnych formacji i poprawieniu czucia piłki. Rozgrywaliśmy akcje 2 na 1. Dwóch atakujących i jeden obrońca. Każdy z zawodników czterokrotnie stawał w roli obrońcy. Następnie ćwiczyliśmy strzały z dalszej odległości, żonglowaliśmy piłką a potem po koźle uderzaliśmy na bramkę. Warunki do treningu mamy tutaj dobre. Najlepszym komentarzem niech jednak będzie fakt, że przyjeżdżamy tutaj po raz drugi i to po tak udanym sezonie. Świetnie się tutaj czujemy, a co najważniejsze dobrze się nam tutaj trenuje. Mamy wszystko, co jest nam potrzebne, świetne, miękkie boisko (dziś może trochę nierówne, ale jutro po niedzieli zostanie pewnie skoszone). Na pobliskim AWFie mamy do dyspozycji basen, odnowę bilogiczną i dobrze wyposażoną siłownię. Mamy tutaj spokój i ciszę potrzebną do właściwego treningu, a także co ważne ludzi przychylnych Legii.

Poniedzialek, 5 lipca
Poniedziałek był drugim dniem zgrupowania w Białej Podlaskiej. Tym razem czekały nas trzy treningi. Poranny trening poświęciliśmy głównie pracy nad wytrzymałością. Graliśmy meczyki na małych boiskach tak, aby jak najwięcej biegać, być cały czas w ruchu, a zarazem, aby mieć cały czas kontakt z piłką. Dla nas to połączenie pracy z przyjemnością. Natomiast drugi trening rozpoczęliśmy od gry 14 na 7, dwie drużyny na jedną. Była to odmiana popularnego „dziadka”. Kolejne ćwiczenie również było związane z bieganiem, ale dodatkowo zakończone dośrodkowaniem i strzałem. To wszystko po to, aby zgrać ze sobą poszczególne formacje. A także wyćwiczyć szybką akcję, stąd gra na 2-3 kontakty. Na koniec już bardziej „dla zabawy” trochę postrzelaliśmy sobie z woleja., a kto chciał jeszcze wykonał kilka „jedenastek”. Wszyscy jesteśmy już trochę zmęczeni, ale nie przyjechaliśmy tu przecież odpoczywać. Sezon zaczyna się pod sam koniec lipca i każdy wie, ze teraz jest czas na pracę i nikt z tego powodu się nie buntuje się. To jest taki etap przygotowań, że każdy trening musi męczyć coraz bardziej. Wszystko po to, aby potem w trakcie sezonu nie zabrakło nam siły. Każdy z nas przykłada się do zajęć, aby od pierwszego meczu być w formie. Atmosfera w zespole jest bardzo dobra, w czasie treningów zawsze jest chwila na jakieś drobne żarty. Pomiędzy treningami jest tak mało czasu, że rzadko któryś z nas ma czas pójść np. do miasta. Wczoraj wieczorem była ku temu okazja, finał mistrzostw Europy, ale z tego co wiem, każdy oglądał go w swoim pokoju. Czas między zajęciami wszyscy wykorzystujemy na odpoczynek. Musimy to robić tak, aby potem mieć siłę na kolejne zajęcia. Jak wiadomo każdy siły regeneruje w inny sposób. Jedni, wola pójść na spacer lub na kawę, inni czytają książki czy gazety, a niektórzy po prostu idą spać. Dzisiaj nie mamy prawie w ogóle czasu na odpoczynek. Po popołudniowym treningu mamy zaraz kolacje, a potem wieczorem jeszcze zajęcia na siłowni.

Wtorek, 6 lipca
Za nami kolejny ciężki dzień. Treningi niby tak samo meczące jak codziennie, ale po wczorajszej siłowni każdy zaczął mocniej odczuwać trudy tego zgrupowania. Poranny trening dodatkowo nas zmęczył. Dopadł nas taki mały kryzys, ale na tego typu obozach to normalne. Rano graliśmy ponownie w „dziadka” na dużym polu. Polega to na tym, że zespół musi jak najdłużej utrzymać piłkę w swoim posiadaniu. Punkt otrzymuje się, jeśli drużyna zdoła wymienić 10 podań. Po zakończeniu gry przegrani wykonują pompki. Gierki w na takiej przestrzeni mają to do siebie, że wymagają zarówno ze strony tych, którzy mają piłkę, jak i tych, którzy próbują ją odebrać, dużo biegania. To męczy, ale jednak dzięki temu ćwiczymy wytrzymałość, która później zaprocentuje na boisku w meczach ligowych. Mimo wszystko, przyjechaliśmy tutaj pracować i nikt z nas specjalnie nie narzeka. Staramy się dawać z siebie wszystko. Niech przykładem będzie chociażby „Sokołek” [Tomasz Sokołowski II – przyp red.], któremu podczas porannej gierki trener powiedział, aby trochę odpuścił, ale on odparł, że tak nie może być i będzie dawał z siebie wszystko. Podobnie podchodzi do treningów każdy z nas. Popołudniowy trening był trochę lżejszy, ale i tak nie wszyscy koledzy do niego przystąpili zmęczeni już trudami obozu. Poranny i popołudniowy trening różnią się od siebie, przede wszystkim intensywnością. Nie możemy wykonywać ciągle tych samych ćwiczeń, bo to nie skończyłoby się dla nas dobrze. Dlatego rano pracujemy przede wszystkim nad wytrzymałością, dużo biegamy. Natomiast popołudniu mamy więcej zajęć mających na celu wyćwiczyć pewne schematy i lepiej zgrać ze sobą zespół. Dziś wieczorem ponownie czeka nas jeszcze siłownia. Wczorajsze zajęcia siłowe były wyjątkowo ciężkie. Chyba wszyscy po nich marzyli, aby położyć się wreszcie spać. Zobaczymy jak będzie jutro, ale lekko zapewne nie…

Środa, 7 lipca
Minął czwarty dzień naszego zgrupowania w Białej Podlaskiej. Jak codzień, wstaliśmy o 8 rano, a już kwadrans później udaliśmy się na sniadanie. Po konsumpcji każdy miał wolny czas aż do treningu, który spędzał na swój sposób. Jedni oglądali telewizję, inni czytali prasę, a jeszcze inni postanowili przespać ten czas. Ja sam dziś miałem okazję powrócić pamięcią wstecz. Wyszedłem rano na balkon, spojrzałem w stronę niedaleko położonego boiska, które wydało mi się znajome. Przypomniałem sobie, że kiedyś tu grałem, w 96 roku. Graliśmy mecz Polska – Finlandia. Jako ciekawostkę powiem, że grało ze mną wtedy trzech innych zawodników, którzy są teraz w Legii, a na dodatek mieszkamy razem w pokoju – Bartek Karwan i Wojtek Szala. Wojtek wtedy dostał nawet nagrodę, za najlepszego zawodnika meczu! Następnie spacerkiem udaliśmy się na trening. Podobnie jak w dni poprzednie poranne zajęcia stanowią gry wewnętrzne. Rywalizowaliśmy ze sobą na dwie bramki. Do tych gierek podchodzimy naprawdę poważnie, nikt nie odpuszcza, nie traktuje ich jako zło konieczne, grę o nic. Wszyscy wiemy, że gramy w nich o zwycięstwo i każdy chce wygrać. Wczoraj jedna z drużyn na osiem gier wygrała tylko jedną, dwie zremisowała i aż pięć przegrała. Dziś nastał czas rewanżu i moja drużyna wygrała. Podczas zajęć walczymy na całego, wiemy o co gramy. Nikt nikomu nie ma zamiaru odpuszczać, czasem powoduje to małe spięcia w zespole. Oczywiście są to takie boiskowe kłótnie, które wynikają z zaangażowania. Nikt się na nikogo nie obraża. Każdy musi tu być najlepszy i zrobić wszystko, aby wygrać. Dzień zakończony porażką na boisku nie jest przyjemny i później każdy z nas w pokoju przeżywa te zajęcia, omawiamy różne sytuacje boiskowe. Takie podejście jest jak najbardziej prawidłowe, buduje to atmosferę, chęć zwycięstwa. Ja grałem kiedyś w takim klubie, w którym niewielu zależało na takich gierkach treningowych i nie chodzi tu o Raków czy Legię. To mi się nie podobało. Dlatego mogę stwierdzić, że podejście nas wszystkich jest wspaniałe. Później, czekał nas obiad – niespodzianka. Trenerzy zamiast popołudniowych zajęć na boisku zaserwowali nam obowiązkowy basen. Przez 45 mieliśmy popływać, wykonywaliśmy różne ćwiczenia. Wszystko po to, aby zregenerować zmęczone treningami organizmy, co jest bardzo ważne w okresie przygotowawczym. Wieczorem udamy się na siłownię i tam będziemy wykonywać ćwiczenia, ktore mają na celu wzmocnienie naszych mięśni. Pracujemy głównie nad masą. Każdy ma do przejścia „obieg”. Jest to piętnaście różnych ćwiczeń i wykonujemy je po kolei. Każde z nich musimy wykonać trzykrotnie po 30 lub 40 sekund, w zależności, jak gwizdnie trener Gawara, który nad tym czuwa. Po siłowni około 22.20 jesteśmy w pokojach, a od 23 panuje cisza nocna. Jak na razie nikomu nawet do głowy nie przyszło, żeby ją zakłócić. Leżymy spokojnie w łóżkach. Jedni czytają ksiażki, inni oglądają telewizję, jeszcze inni dzwonią do żon, rodzin, dzieci. Wszyscy jesteśmy grzeczni. Wczoraj mieliśmy dość ciekawą sytuację na zajęciach. Okazało się, że do wewnętrznej gierki mamy tylko jednego bramkarza, więc w bramce musiał stanąć trener Dowhań i bronił niesamowicie. Drużyna, w której występował przegrała tylko jedną bramką. Rano śmialiśmy się, że spisał się tak kapitalnie, bo grał na świeżości, a dziś już by tak nie bronił. Atmosfera w drużynie jest bardzo dobra. Wiadomo, że obozy czasem nudzą, ale my w czasie zimowych przygotowań zahartowaliśmy się, bo przeciez mieliśmy aż cztery obozy. Nowi zawodnicy nie mają problemów z aklimatyzacją, pomagamy im jak możemy. Oczywiście, jest między nami rywalizacja, ale przede wszystkim szanujemy się na wzajem, bo bez tego nie stanowilibyśmy drużyny.

Czwartek, 8 lipca
Po wczorajszych zajęciach na basenie, pierwszy dzisiejszy trening był dla nas ciężki. Wiadomo, woda wyciąga, odpręża, więc rozgrzewka musiała być intensywna. Trudno było się rozruszać, rozbiegać, dlatego rozgrzewaliśmy się dłużej niż zwykle. Prowadził ją jak zwykle pan Lucjan Brychczy, który nadal imponuje niesamowitą formą, porusza się jak nastolatek. Zajęcia te miay swój smaczek. Koledzy, którzy we wczorajszej gierce przegrali, byli żądni rewanżu, więc przystąpiliśmy do niej w takich samych składach jak w środę. Trzeba przyznać, że ten rewanż o mało im się nie udał. Przegrywaliśmy już 2:4, ale wyciągnęliśmy na 4:4. Zwycięzcę musiały wyłonić więc rzuty karne. Pierwsze pięć serii było wyrównane, każdy trafiał. Dopiero w szóstej kolejce, Andrzej Krzyształowicz nie dał się zaskoczyć Darkowi Dudkowi i jednym golem przegraliśmy. Zobaczymy, co będzie jutro, kiedy to musimy wyłonić wreszcie zwycięzcę. W tych gierkach gram teoretycznie na pozycji ostatniego obrońcy, chociaż oczywiście biorę udział w każdej akcji ofensywnej. Moje ustawienie wynika z tego, że gramy po siedmiu, a strzelamy na cztery bramki (dwie małe i dwie duże). Takie ustawienie bardzo mi odpowiada, ponieważ mam okazję poćwiczyć przede wszystkim odbiór piłki, który jest dla pomocników bardzo ważny, szczególnie dla defensywnych. Tak samo jest w „grze w dziada”, niektórzy są zdenerwowani, że muszą być w środku i biegać za piłką. A tym przecież też idealnie ćwiczy się ten element. Przecież żeby rozegrać w meczu akcję, trzeba najpierw odebrać przeciwnikowi piłkę. Muszę przyznać, że te nasze gierki stały na wysokim poziomie, a każdy w drużynie jest zadowolony zarówno z tego co zaprezentował, jak i z wykonanych przez siebie ćwiczeń. Mimo wielkiego zmęczenia jeszcze długo dyskutowaliśmy po treningu na temat niektórych zagrań czy akcji. Takie zgrupowania mają to do siebie, że panuje na nich monotonia. Codziennie robimy praktycznie to samo, a na jakieś pozasportowe sprawy nie mamy albo siły, albo czasu. Dziś może pod tym względem było troszkę inaczej, bo skorzystaliśmy z pięknej pogody i posiedzieliśmy sobie z Tomkiem Kiełbowiczem na tarasie, przy kawie. Porozmawialiśmy sobie o starych czasach i o klubie, w którym obaj graliśmy, Rakowie Częstochowa. Jak ja odchodziłem do Legii, to „Kiełbik” akurat przychodził do Częstochowy. Rozmawialiśmy przede wszystkim o turnieju dla dzieci, który odbędzie się pierwszego sierpnia. Oprócz Tomka będzie na nim wielu chłopaków, którzy tam kiedyś grali. Z Tomkiem powspominaliśmy, poopowiadaliśmy sobie, jak wyglądał ten klub „za naszych czasów”. Ja mu opowiedziałem, jak odnosiłem sukcesy z Rakowem, a on poopowiadał jak … Nie napisze o czym opowiadał, bo bardzo się z „Kiełbikiem” lubimy 🙂 Większość koległów ten wolny czas spędzała na drzemce, ale ja nie jestem zwolennikiem spania po obiedzie. Kiedyś byłem pierwszy do drzemki, ale teraz wolę raczej aktywnie spędzić ten czas. Może dlatego, że łóżko skrzypi i jak się przekręcam to się budzę 🙂 Potem wybrałem się na kawę z nowymi kolegami z Serbii, Poledicą i Djokovicem. Okazało się, że Poledica kiedyś współpracował z trenerem Okuką, więc wymieniliśmy poglądy, porozmawialiśmy na temat tego szkoleniowca. Popołudniowy trening mieliśmy luźniejszy. Było trochę zabawy, potem gierka jeden na jeden. Byłem w parze z Łukaszem Surmą – pary wybrali trenerzy. W naszym „meczu” był idealny remis – 0:0. Żadnemu z nas nie udało się zdobyć gola, chociaż były ku temu okazje. Jednak nie ma się co temu dziwić, przecież obaj jesteśmy zawodnikami defensywnymi. Zajęcia trwały tylko godzinę, bo przecież już sporo mamy „w nogach”, więc trenerzy nas już tak nie forsują. Dziś czeka nas jeszcze siłownia, podobnie jak wczoraj będziemy wykonywać tak zwane „obiegi”. Na jutrzejszy wieczór właściciele ośrodka w którym mieszkamy zaplanowali podobnie jak w zeszłym roku, kolację pożegnalną, grilla, gdzie sobie swobodnie porozmawiamy. Z tego powodu jutro treningu wieczornego nie będzie.

Piątek, 9 lipca, ostatni dzień zgrupowania
Za nami praktycznie cały obóz w Białej Podlaskiej. Piątek nie różnił się zbytnio od innych dni, jakie mieliśmy przyjemność spędzić w Białej Podlaskiej. Poranny trening był tym razem troszkę inny od tych, które mieliśmy do tej pory. Zazwyczaj rano mieliśmy tak zwane „gierki”, a dziś głównym elementem zajęć był bieg połączony ze strzałem. Dużą pracę wykonali bramkarze – „Łosiu” i „Krzyształ” – którzy zwijali się jak w ukropie. My również ostro popracowaliśmy, oddaliśmy po około 50 strzałów na bramkę. Takie zajęcia ostro „wchodzą w nogi”. Mimo tego, każdy był bardzo zadowolony. Padło wiele bramek, pięknych, przypadkowych, były akcje meczowe, trudne, łatwe, trzeba było uderzyć z woleja, z 20, 15 czy 8 metrów, z kąta i innych, czyli dokładnie takie, jakie zdarzają się podczas meczu. Takie zajęcia przydają się każdemu, czy to obrońcy, pomocnikowi czy napastnikowi. Nie było tym razem rewanżu za nasze gry treningowe. Ustaliliśmy wspólnie, że pozostanie obowiązującym wynik, jaki padł wczoraj, czyli remis. Myślę, że to najbardziej sprawiedliwy rezultat. Popołudniowe zajęcia były już luźniejsze. Wszystko dlatego, że jutro gramy mecz w Siedlcach, więc, żeby nie nabijać już nóg, trenerzy trochę odpuścili. Zajęcia rozpoczęły się od rozgrzewki, jaką była tym razem gra w dziada 14:7, na 3 drużyny. Polega to na tym, że na obszarze mniej więcej 40:40 metrów są 3 drużyny (np. biali, czerwoni i zieloni). W grze łączą się dwie drużyny, czyli np. biali z zielonymi, muszą wymienić ze sobą jak najwięcej podań. Jeżeli ta drużyna, która jest w środku odbierze piłkę, to zamienia się z tą, która ją dała sobie odebrać i łączy się z tą trzecią, czyli np. jeżeli biali stracą piłkę, a odebrali ją im czerwoni, to biali wędrują do środka, a czerwoni łączą się z zielonymi i gra trwa dalej. W tej grze chodzi o to, aby jak najwięcej grać z pierwszej piłki, aby umieć wykorzystywać grę w przewadze, a także uczy odbioru piłki w sytuacjach, kiedy to przeciwnik ma przewagę liczebną. Później mieliśmy rozegranie akcji 11:1, czyli tak, aby przeprowadzić wegług wskazówek trenera akcję i zakończyć ją uderzeniem na bramkę. Potem było już więcej relaksu. Wykonywaliśmy rzuty wolne, rzuty karne. Reasumując, luźny, spokojny trening, który miał służyć rozluźnieniu się po dopołudniowym bieganiu, a także potraktować to jako element rozruchu przed jutrzejszym meczem kontrolnym. Ja strzelałem dwa rzuty karne, pierwszego wykonałem bezbłędnie, a drugi był uderzony na „podbudowanie Łosia”, czyli Łukasza Zaremby, który ten strzał obronił. Niestety, według zaleceń trenera, ten kto nie strzeli, musi wykonać 25 pompek. Trudno, trzeba było „pompować”. Wieczorem, a dokładnie o 19 czeka nas pożegnalna kolacja, jaką organizują nam właściciele pensjonatu, w którym mieszkaliśmy. Kolacja będzie połączona z grillem. Nie wiem jeszcze do której potrwa, ale zapewne do 22 czy 23. Nie możemy siedzieć zbyt długo, bo jutro rano trzeba wstać, zjeść śniadanie (o 8.30), zapakować bagaże i udajemy się o 9 do Siedlec, gdzie gramy z Pogonią. Tam gramy o 11, a o 15 czy 16 powinniśmy być w Warszawie. Potem mamy dzień wolnego, a już w poniedziałek, o 4.30 rano mamy zbiórkę na Legii, a dwie godziny później wylot do Niemiec, gdzie będziemy szlifowali formę do nadchodzącego sezonu. Z racji tego, że to jest ostatni odcinek „Dziennka Magica” chciałbym przede wszystkim podziękować wszystkim czytelnikom serwisu „Legia.Net” oraz mojej strony internetowej. Było to pierwsze takie moje doświadczenie w życiu, a to powodowało, że dopiero się uczyłem i może czasem były jakieś niedociągnięcia. Na pewno nie była to ostatnia taka moja przygoda i będę to kontynuował w przyszłości. Myślę, że następne odcinki będą lepsze, bardziej urozmaicone. Czekam również na opinie czytelników – kibiców na ten temat. Musicie sobie zdawać sprawę, że wbrew pozorom na takich zgrupowaniach wiele towarzyskiego się nie dzieje. Przyjeżdżamy do pracy i nie mamy zbyt wiele czasu na rozrywki. Mam nadzieję, że już niedługo będziemy mogli podyskutować na forach internetowych, wymienić poglądy, a ja w miarę upływu czasu będę coraz częściej miał okazję się udzielać. Dziękuję również wszystkim osobom, które zaszczepiły we mnie bakcyla internetu i które pomagają mi zarówno w prowadzeniu strony internetowej, jak i uczą tego wszystkiego. Dziękuję i do zobaczenia.